"Policja windykacyjna", czyli windykacja z firmy pożyczkowej w akcji

Jest wtorek, leniwe przedpołudnie - wiosenne promienie słońca niemrawo pełzają po kuchennym blacie. W jednej ręce trzymam nóż do porcjowania kurczaka, drugą mieszam krupnik, ulubioną zupę mojego męża. Na stolnicy czeka gotowa na wbicie jajka kupka mąki ułożona w stożek.

- Puk, Puk, Puk - niezbyt głośno, ale stanowczo ktoś dobija się do moich drzwi.

Pora jest na listonosza, więc nie zdejmując nawet fartucha otwieram pewnie drzwi. Jednak zamiast zaprzyjaźnionego Pana Władzia w drzwiach stoi trzech, mocno podejrzanie wyglądających, typów. Największy z nich "klika" mi przed nosem legitymacją jak żywo przypominającą policyjną i w identyczny sposób otwieraną, na taki właśnie klik.

- Dzień dobry. Współpracuję z policją, przyjechałem w sprawie wyłudzenia pożyczki, to są windykatorzy od strony wierzyciela, którzy będą uczestniczyć w czynnościach.

Czułam jak kolor mojej twarzy niebezpiecznie szybko zaczyna upodabniać się do mąki czekającej na mnie w kuchni...

Taką właśnie opowieścią uraczyła mnie ostatnio jedna z klientek, która spotkała się z wyrafinowaną metodą zastraszania dłużnika. To dopiero jednak początek jej opowieści, gdyż akurat to nie ona była dłużnikiem i nie była przygotowana na spotkania z Panami „windykatorami”. Jak za chwilę zobaczycie sprawy przybrały obrót niekoniecznie pomyślny dla owych windykatorów. W tym momencie jednak jako, że klientka jest wrażliwa wie, co dla niej oznacza taka sytuacja- zbyt duży stres często "odcina jej prąd" w efekcie robi mniejsze lub większe fik. Takie zawory bezpieczeństwa w kobiecie  - jak korki w mieszkaniu. Teraz jednak nie mogla sobie na to pozwolić, mając trzech nieznanych jej facetów w domu i będąc na granicy "fikoła". Dlatego też starała się  resztkami świadomości ustalić przypuszczalny cel wizyty policji w domu. Wiedziała, że mąż ma kredyty i pożyczki, wiedziała, że firma nie prosperuje tak dobrze jak wówczas, gdy je zaciągał i ma kłopoty ze spłatą. Ale wyłudzenie!? Łzy byłyby w  tym momencie najlepszym lekarstwem, ale wie, że musi być twarda. I przede wszystkim zadzwonić do męża.

- Cześć, przyjeżdżaj natychmiast, ważna sprawa - dusi krzyk przerażenia do słuchawki.

- Ale o co chodzi, dlaczego jesteś przestraszona? - mąż ma w uszach barometr jej stanu psychicznego i zawsze bezbłędnie wyczuwa odchylenia.

- Proszę przyjedź natychmiast, masz gości z policji w sprawie kredytu - dokończyła i odłożyłam telefon. Czas wracać do gości.

Ci natomiast swobodnie rozsiedli się w pokoju i na jej widok zaczęli przesłuchanie. Jeden przez drugiego:

- Jak żyje Pani z mężem?

- Jakie stosunki między wami panują?

- Jak mąż prosperuje finansowo?

- Gdzie i ile macie pożyczek?

- Czy mieszkanie jest waszą własnością?

- Czy macie rozdzielność majątkową?

W głowie kręciło się, ale nie traciła zdrowego rozsądku. Wytrzymawszy ten grad pytań stwierdziła, że na żadne pytanie bez obecności męża nie odpowie. W momencie gdy do domu wrócił mąż – dłużnik, bardzo dobrze przygotowany do „rozmowy” akcja wykonała klasyczny zwrot o 180 stopni. Przeczytajcie o tym, jak nasz klient poradził sobie z windykacją znanej firmy pożyczkowej, którą na potrzeby naszego artykułu nazwiemy Maxi Kredyt  (nazwa zmieniona)

 

Wreszcie otworzyły się drzwi i gospodarz domu stanął w progu. Jak zwykle z dużym trudem, gdyż on nie przysłowiowo, a w rzeczywistości z trudem się w progu mieści. Jest po prostu wielki. No taka po prostu jego uroda. Wraz z jego pojawieniem się natychmiast wrócił spokój i opanowanie. Odwrotnie było u nieproszonych  gości - widok 130 kg w drzwiach wywołał na ich twarzach wyraźne zdenerwowanie.

Gospodarz domu nie tracąc czasu przeszedł do rozmowy z przybyłymi:

- W jakim celu odwiedzacie mnie Panowie i o co chodzi?

- Ja współpracuję z policją i jestem w sprawie dokonanego przez Pana wyłudzenia- rzekł ten, którego żona gospodarza wzięła za policjanta.

- Co znaczy współpracuję, jest Pan policjantem czy nie?

- Nie, nie no, ja współpracuję tylko... yyy... ja ten tego, ten tego...

- Kim pan jesteś do cholery!? - wrzask gospodarza spowodował wyraźny tik nerwowy pytanego.

- Jestem z firmy Maxi Kredyt, zajmuje się składaniem zawiadomień o dokonanych wyłudzeniach pożyczek, tamci dwaj są pracownikami działu windykacji terenowej w Maxi Kredyt

- Proszę okazać swoje pełnomocnictwo - dłużnik delikatnie położył dłoń na oparciu krzesła rozmówcy. Ten doskonale wyczuł ruch oraz jego znaczenie - wiedział, że od tego momentu to rozmówca decyduje o jego pozycji, którą może zmienić jednym pociągnięciem krzesła. Mężczyzna wyjął z torby dokument.

- Wy dwaj również - pan domu po raz pierwszy zwrócił się do dwóch pozostałych.

- Pan sobie nie żartuje, że będzie nas legitymował, Pan jesteś złodziej i wyłudzacz i to my jesteśmy od tego, żeby pana sprawdzać - jeden z dwóch windykatorów nie zrozumiał powagi sytuacji. Był być może zbyt mało inteligentny, aby zrozumieć, że nie każda windykacja wygląda tak samo. Swoimi słowy pogrążył również kompana, gdyż mąż nie był zainteresowany tym, co drugi z windykatorów ma co powiedzenia w kwestii okazania dokumentów. Obydwu po prostu wystawił za drzwi informując w sposób dla nich zrozumiały, co stanie się z nimi jeśli nie opuszczą w ciągu 10 sekund budynku, a najlepiej ulicy na której on stoi. Na placu boju pozostał "policjant".

- Pańskie pełnomocnictwo ważne jest z dowodem osobistym. Proszę zatem o dokument.

- Ale ja nie pokażę! - rozpaczliwie krzyczał zielony ze strachu windykator - policjant. Widocznie wizja złożenia mu przez dłużnika z jego dwoma kolegami rewizyty była wizją nie do wyobrażenia i nie mógł dopuścić do tego, aby ten poznał jego adres zamieszkania.

- To niestety będzie Pan musiał w tym momencie opuścić mieszkanie. I proszę cieszyć się, ze bez asysty policji. Ponieważ został Pan wpuszczony jako osoba podająca się za kogoś, kim Pan nie jest, w tym momencie powinienem wezwać policję i oddać Pana jako oszusta złapanego na próbie podstępnego dostania się do mieszkania. Tak więc znaj chłopcze moje dobre serce i zmiataj stąd, bo zmienię zdanie - gospodarz wygłosił swoją mowę końcową i zamknął drzwi.


To nie była udana interwencja panów z windykacji Maxi Kredyt. Trafili bowiem na osobę świadomą tego, co może windykator i jak bronić się przed windykacją. Ale ile osób nieświadomych praw windykatora każdego dnia daje sobą manipulować. Jak widać na przedstawionym przykładzie - autentycznym zresztą - pomysłowość windykatorów nie zna granic. Balansowanie na granicy prawa (sugerowanie bycia policjantem bez podawania się za niego wprost) jest tego najlepszym przykładem.

Każdego dnia setki osób mają kontakt z windykacją. Dla wielu jest to traumatyczne przeżycie pozostawiające za sobą ślady w psychice i olbrzymi strach przed windykacją w przyszłości. A przecież każda wizyta windykatorów może wyglądać tak jak w podanym przykładzie od momentu przybycia gospodarza i nie trzeba mieć do tego 130 kg wagi, ani nawet być mężczyzną.

Od tego ważniejsza jest wiedza o tym jakie są prawa windykatora, co wolno mu w stosunku do dłużnika i jak należy rozmawiać z windykatorem terenowym w sytuacji pojawienia się w domu. O tym wszystkim można przeczytać w naszym poradniku o ochronie przed windykacją.

Zobacz również e-booka

Ebook - Windykator

"Poradnik dzięki któremu Windykator przestaje być zmorą"

Reklama