Czy komornik może zabrać dłużnikowi przysługujące mu alimenty?
Pani Dorota, nasza czytelniczka, zadała pytanie, które codziennie zadają sobie tysiące samotnych matek uwikłanych w pętlę chwilówek: „Czy komornik zabierze mi 700 zł na dziecko, bo na forach piszą różnie?”. Odpowiedź brzmi: to zależy, czy jesteś sprytniejsza od bankowego algorytmu.
W teorii żyjemy w państwie prawa, które chroni dzieci. W praktyce żyjemy w państwie leniwych systemów informatycznych, które nie odróżniają pieniędzy na chleb dla 8-latka od premii za wyniki w korporacji. Jeśli myślisz, że „święty paragraf” automatycznie ochroni Twoje środki, to za chwilę zderzysz się ze ścianą. Wyjaśniamy, jak to działa naprawdę i dlaczego Twoje alimenty mogą wyparować z konta, mimo że komornik nawet ich nie chciał.
Co mówi prawo, a co robi życie?
Zacznijmy od fundamentu, żebyś wiedziała, na czym stoisz. Prawo jest po Twojej stronie. Art. 833 § 6 Kodeksu postępowania cywilnego mówi wprost:
„Nie podlegają egzekucji świadczenia alimentacyjne, świadczenia pieniężne wypłacane w przypadku bezskuteczności egzekucji alimentów, świadczenia rodzinne, dodatki rodzinne, pielęgnacyjne, porodowe, dla sierot zupełnych…”
To jest żelazna zasada. Komornik, który celowo zająłby alimenty „u źródła” (czyli wysłał pismo do ojca dziecka lub jego pracodawcy z żądaniem przekazywania tych środków do kancelarii), straciłby uprawnienia szybciej, niż zdążyłby powiedzieć „licytacja”.
Ale tu jest haczyk. Komornik w 99% przypadków wcale nie chce Twoich alimentów. On chce Twoich pieniędzy zgromadzonych na koncie. I tu wchodzi cały na biało system bankowy, który ma gdzieś, skąd te pieniądze pochodzą.
Zasada „Jednego Wora”, czyli jak bank mieli Twoje pieniądze
Wyobraź sobie, że Twoje konto bankowe to wiadro. Wlewasz tam różne płyny: pensję (zupa), przelew od koleżanki (woda) i alimenty (mleko). Kiedy te płyny wpadną do wiadra, mieszają się w jedną burą ciecz zwaną „saldem rachunku”.
Komornik wysyła do banku systemowe zajęcie (przez system OGNIVO). Nie mówi: „Zablokujcie pensję Doroty, ale zostawcie mleko dla Brajana”. Mówi krótko: „Zablokujcie wszystko, co w tym wiadrze jest nadwyżką ponad limit ustawowy”.
Dygresja o lenistwie banków:
Banki to instytucje nastawione na zysk i automatyzację. Nie zatrudniają sztabu ludzi, którzy ręcznie przeglądają historię Twojego konta i analizują tytuły przelewów: „O, tutaj wpłynęło 'na buty dla synka’, tego nie ruszamy”. To bzdura. Dla systemu IT liczy się tylko matematyka. Wpłynęło? Wpłynęło. Saldo przekracza wolną kwotę? Przekracza. Przelewamy do komornika. Enter.
Policzmy to: dlaczego alimenty znikają z konta?
Na zwykłym koncie osobistym (ROR) chroni Cię tylko jeden bezpiecznik: kwota wolna od zajęcia (na podstawie art. 54 Prawa bankowego). Jest to równowartość 75% minimalnego wynagrodzenia brutto. To limit odnawialny co miesiąc.
Scenariusz katastrofy Pani Doroty:
- 1. dnia miesiąca: Wpływa pensja Pani Doroty (np. 3500 zł). Bank widzi wpływ. Kwota wolna zostaje w całości „zużyta” przez pensję. Wszystko, co wpłynie potem, jest dla systemu „nadwyżką”.
- 10. dnia miesiąca: Były mąż („padalec”, jak go czule nazywa autorka listu) przelewa 700 zł alimentów.
- Reakcja systemu: Bank widzi wpływ 700 zł. Sprawdza limit wolny. Limit wyczerpany. System automatycznie blokuje te 700 zł i wysyła do komornika na poczet egzekucji za niespłaconą chwilówkę.
Komornik dostaje przelew i księguje go. Nawet nie wie, że właśnie zabrał pieniądze dziecka. On widzi „wpływ z rachunku bankowego”. I zgodnie z prawem – ręce ma czyste.
Instrukcja działania
Skoro wiesz już, że automat jest głupi i ślepy, musisz go obejść. Masz trzy wyjścia. Jedno pancerne, jedno systemowe i jedno awaryjne (dla tych, co lubią tracić czas w kolejkach).
Metoda 1: przekaz pocztowy
To rozwiązanie stare jak świat, ale w dobie cyfryzacji najbezpieczniejsze. Musisz schować dumę do kieszeni i ustalić z byłym mężem, żeby alimenty wysyłał przekazem pocztowym. Tak, to kosztuje parę złotych opłaty na poczcie. Tak, trzeba czekać na listonosza.
Ale zyskujesz jedno: Pieniądze omijają system bankowy szerokim łukiem. Listonosz przynosi gotówkę do ręki. Żaden komornik nie ma radaru na gotówkę w Twojej kieszeni (chyba że akurat puka do drzwi, ale to przy takich długach scenariusz science-fiction). To najprostszy sposób na odcięcie alimentów od Twoich długów. Ale też najbardziej prymitywny.
Metoda 2: konto rodzinne
Mało kto o tym wie, bo banki się tym nie chwalą (nie zarabiają na tym), ale masz prawo założyć tzw. rachunek rodzinny. To specjalny twór prawny stworzony po to, by chronić 800+ i alimenty.
Jak to działa?
- Na to konto mogą wpływać TYLKO świadczenia socjalne i alimenty (z jednostek publicznych lub od komornika alimentacyjnego).
- Komornik widzi to konto w systemie OGNIVO, ale… odbija się od niego jak od ściany. Bank ma ustawowy zakaz blokowania środków na rachunku rodzinnym.
- Minus: Nie możesz tam przelać pensji ani wpłacić gotówki. To konto służy tylko do „tranzytu” bezpiecznych pieniędzy.
Metoda 3: walka w okienku (gdy mleko się rozlało)
Co, jeśli nie zdążyłaś i bank już zablokował alimenty na koncie? Pieniądze nie przepadły, ale musisz o nie zawalczyć. Banki zawszestosują „blokadę techniczną” – pieniądze wiszą w systemie przez kilka / kilkanaście dni, zanim pójdą do komornika.
Procedura walki:
- Idziesz do oddziału banku (nie dzwonisz na infolinię, tam Cię zbędą).
- Kładziesz na ladzie dowód osobisty i wyrok sądu o alimentach lub potwierdzenie przelewu z tytułem „Alimenty”.
- Żądasz wypłaty środków w kasie na podstawie art. 833 § 6 KPC. Pracownik banku musi (często po konsultacji z kierownikiem i marudzeniu) odblokować te konkretne środki i wypłacić Ci je do ręki.
To działa, ale wymaga czasu, nerwów i comiesięcznych wycieczek do banku. Na dłuższą metę – udręka.
Podsumowanie: Nie bądź leniwa, bo stracisz
Pani Doroto, i wszyscy w podobnej sytuacji: przestańcie czytać fora, gdzie ludzie piszą „mi nie zabrali”. To, że komuś się udało (bo np. ma małe wpływy i mieści się w kwocie wolnej), nie znaczy, że Tobie się uda.
Komornik to nie jest zły wilk, który poluje na bułki Twojego syna. To urzędnik operujący na numerach kont. Jeśli wrzucisz alimenty do jednego worka z długami, system je połknie. Rozdziel te finanse natychmiast – gotówka do ręki albo konto socjalne. Tylko tak 700 zł od „padalca” trafi na klocki Lego, a nie na konto firmy windykacyjnej.
