Oddłużanie poprzez zadłużanie, czyli o czym marzy statystyczny polski dłużnik

Definicja słowa oddłużanie jest jednoznaczna. Oddłużanie się to proces polegający na likwidacji długów poprzez spłatę lub doprowadzenie do umorzenia posiadanych długów. Jest to definicja prosta, jednozdaniowa i nie wymagająca specjalnej analizy. Dlaczego zatem tak ogromna część osób szukających pomocy dla zadłużonych definiuje oddłużanie całkowicie odwrotnie?

Posłużę się przykładem. Oto przykładowy dialog z typowym przedstawicielem tej grupy szukającym pomocy, czyli oddłużenia:

 

 

- Mam długi, potrzebuję pomocy w wyjściu z długów. Posiadam niespłacone kredyty, wypowiedziane umowy i widmo komornika. Szukam pomocy, aby wyjść z tej pętli kredytowej, która pogrąża całą moją rodzinę. Czy istnieje jakaś szansa na pomoc w mojej sytuacji?

- Oczywiście bardzo trudno określić, gdyż pomoc osobom zadłużonym to proces złożony. Szanse pomocy na wyjście z długów zależne są od wielu czynników takich jak Pana sytuacja rodzinna, zawodowa, gotowość do zmian itp.

- No ale czy ja mam w ogóle szanse na kredyt oddłużeniowy? Tak, aby pospłacać wszystkie długi i płacić jedną, niską ratę?

- Proszę Pana, przyszedł Pan po pomoc w wyjściu z długów, a chce Pan pomocy w wejściu w jeszcze większe długi?

- Nie rozumiem, przecież ja chcę się oddłużyć i mieć jedną ratę!

- Nie chce się Pan jeszcze bardziej zadłużyć. Nie na tym polega proces oddłużania.

- To ja dziękuję za taką pomoc (oburzenie)

 

Tak mniej więcej wygląda dialog z olbrzymią większością zadłużonych. W tym krótkim dialogu aż dwukrotnie padło stwierdzenie: jedna rata. To słowo magiczne, słowo klucz i słowo wytrych większości zadłużonych. Hasło do szczęścia, jakim dla osób borykającym się z pętlą kredytową lub tej pętli długów widmem byłby brak długów.

Tylko o jakim braku długów możemy mówić w sytuacji, gdy rzeczona  jedna rata jest ratą kredytu, co oznacza posiadanie zobowiązań?

Zobowiązań jeszcze większych niż przed tak poszukiwanym oddłużaniem za pomocą kredytu konsolidacyjnego z magiczną jedną ratą. Wszak kredyt konsolidacyjny zawierać będzie w sobie wszystkie zobowiązania plus dodatkowe -często olbrzymie-  obciążenia wynikające z posiadania produktu. Zadłużenie zwiększy się, jedynie jego wymagalność będzie rozłożona w czasie.

Kredyt na spłatę długów nie może być zatem nazywany kredytem oddłużeniowym, gdyż nie powoduje oddłużenia, a wręcz...pogłębia zadłużenie.

Dlaczego zatem kredyt konsolidacyjny jest tak poszukiwany i uważany przez wielu jako jedyny skuteczny sposób na wyjście z długów?

Pozwala on na chwilowe odsunięcie od siebie problemów płatniczych. Do czasu, aż pojawią się znowu, gdyż pojawić się muszą - to naturalne w sytuacji, gdy zadłużenie zostało powiększone o kolejne zobowiązanie. Kredyt oddłużeniowy jest zatem sposobem na kupienie sobie chwilowego spokoju kosztem dalszego zadłużania się.

Czy zaciągający kredyt na spłatę istniejących długów wychodzi z nich? Dla wielu osób zadłużonych tak to właśnie wygląda. A jak wygląda to w  praktyce?

Przykładowy Jan Kowalski posiadając kilkanaście produktów kredytowych różnego typu (pożyczki bankowe, karty kredytowe, debet, chwilówki) na łączną sumę 100000 zł doszedł do wniosku, że przecenił swoją zdolność regulowania zobowiązań, czyli "przekredytował się". Oczywiście, jako statystyczny Kowalski zna i dopuszcza do siebie tylko jedno rozwiązanie - skonsolidowanie wszystkich zobowiązań i spłacenie ich jednorazowo dużym kredytem zaciągniętym na kilkanaście lat. Statystyczny Kowalski biorąc taki kredyt uważa, że się oddłużył, podczas gdy tak naprawdę jego zadłużenie znacznie wzrosło. Kredyt na kwotę 100000 zł przy słabym (bo jakiż może mieć zadłużony Kowalski) scoringu BIK to olbrzymi koszt. Zaciągając taki kredyt Kowalski (w swym mniemaniu oddłużony) tak naprawdę stał się człowiekiem zadłużonym na prawie 300 000 zł. I jednocześnie niewolnikiem banków, gdyż dobrowolnie oddał im to, co do tej pory było jego ostoją bezpieczeństwa - własne mieszkanie. Statystyczny Kowalski zatem w swej drodze do szukania oddłużenia:

- zwiększył poziom zadłużenia ze 100 do 300 tysięcy złotych

- podpisał swoisty cyrograf zabezpieczając kredyt swoim mieszkaniem

- stał się człowiekiem upodlonym, gdyż przez kilkanaście lat będzie musiał większość zarobionych pieniędzy.

 

Ponieważ statystycznych Kowalskich nie brakuje, każdego dnia wielu takich statystycznych kredytobiorców podpisuje umowę na kredyt oddłużeniowy. Każdego dnia wiele osób dobrowolnie i z radością podpisuje wyrok skazujący ich na kilka - kilkanaście lat pracy tylko po to, aby oddać to, co bank zarobił na jednym produkcie Przez cały okres spłaty kredytu "oddłużeniowego" osoby te są na łasce i niełasce banku - wierzyciela.

 

Ta współczesna forma niewolnictwa ekonomicznego pozwala bankom na dynamiczny rozwój kosztem jednostek, które od momentu podpisania cyrografu stały się od banku kompletnie zależne. I zdecydowały się - w dodatku dobrowolnie - pracować na banków dobrobyt oddając im prawie wszystkie zarobione pieniądze. Ba, same o to zabiegały. Co więcej - zgodziły się zapłacić prowizję pośrednikowi, który pomoże im w założeniu tego finansowego chomąta. I co najgorsze - cieszyły się jak dzieci ogłaszając wszem i wobec, że właśnie się oddłużyły. Czyniąc to w momencie, gdy ich stan zadłużenia potroił się....

 

Konkluzja jest prosta, gdyż zasady są niezmienne. Jedna z nich głosi: nigdy nie spłacaj swoich kredytów kolejnymi kredytami, gdyż w ten sposób pogłębiasz tylko swój problem.

A już na pewno nie nazywaj tego oddłużaniem.

Wszystkich mających kłopoty z długami i więcej oleju w głowie niż statystyczny Kowalski, zapraszam do zapoznania się z naszą ofertą dla zadłużonych. Ofertą realnego, choć mozolnego wychodzenia z długów, a nie idiotycznego wpadania w coraz większe.