Wypowiedziana umowa w PKO Leasing

PKO Leasing windykacja
Wybierając firmę leasingową kierujemy się dwoma głównymi kryteriami: łatwością otrzymania wymarzonego leasingu i wysokością raty leasingowej. Patrząc krótkowzrocznie przez pryzmat tych dwóch wartości łatwo wpaść we własne sidła i podpisać umowę - cyrograf z firmą, dla której klient jest ważny i cenny tylko do momentu złożenia podpisu pod umową leasingu.

Leasing leasingowi nierówny

Umowa leasingu z reguły trwa kilka lat. Jest to czas, w którym może wydarzyć się dosłownie wszystko - szczególnie w branżach tak ryzykownych jak transport czy budowlanka. Gdy pojawiają się kłopoty i potrzeba pomocy, dopiero wówczas wielu przedsiębiorców zadaje sobie pytanie: czy mogę liczyć na "moją" firmę leasingową?

Tych, którzy wybrali źle - czeka nie lada rozczarowanie. Bez skrupułów i litości, że właśnie rujnuje się przez lata budowany biznes, firma leasingowa zabiera co jej i sprzedaje na aukcjach. Pomimo próśb i zaklinań klienta, że wystarczy miesiąc, aby spłacił wszystko... I że wystarczy miesiąc bez sprzętu, aby stracić wszystko - czynne kontrakty i umowy, z których przedsiębiorca pozbawiony sprzętu nie wywiąże się. A w konsekwencji kar zostanie bankrutem.

Problem z wypowiedzianą umową leasingu

Z takim właśnie problemem przyszedł do nas pan Damian. Gdy podpisał kontrakt życia i mógł zacząć jeździć dla wielkiego przedsiębiorstwa wydawało mu się, że złapał Pana Boga za nogi. Raty leasingowe w stosunku do zarobków wyglądały po prostu śmiesznie. Ale nie do śmiechu zrobiło się przedsiębiorcy Damianowi, gdy wielki kontrahent nie zapłacił na czas faktury za jeden miesiąc usług przewozowych. A potem drugi i trzeci.....

Okazało się, że raty leasingu, sięgające kilkunastu tysięcy miesięcznie, nie są już śmiesznym obciążeniem, a obciążeniem nie do udźwignięcia. Pan Damian próbował negocjacji, ale dni mijały i stanowisko firmy było nieprzejednane: zwrot zaległości w spłacie zobowiązań lub zwrot leasingowanego sprzętu.

Przedsiębiorca stanął przed widmem porażki życia - zwrot sprzętu oznacza całkowity koniec firmy. Firmy, która mając świetny kontrakt i perspektywy, zamiast stać się potentatem w regionie i dać pracę wielu potrzebującym, stanie się całkowitym bankrutem.

Windykacja PKO Leasing

I tak zapewne stałoby się, gdyby nie fakt, iż pan Damian miał w swoim nieszczęściu wiele szczęścia. PKO Leasing nie jest bowiem firmą, która bez mrugnięcia okiem niszczy komuś życie - szczególnie, gdy ten nieszczęśnik sam jest ofiarą.

Wystarczyło dostarczenie do Dyrektora Windykacji PKO Leasing zaświadczenia, które wskazuje ile dłużnikowi winien jest kontrahent. I deklaracja kontrahenta, że zrealizuje swoje zobowiązania wobec pana Damiana w przeciągu miesiąca.

Klient PKO Leasing otrzymał swoją szansę na wyjście z patowej sytuacji w momencie, gdy praktycznie po leasingowany sprzęt ruszały już lawety.

Na pewno ten akt dobrej woli sprawi, że gdy stanie na nogach i odzyska pieniądze - kolejne samochody będzie leasingował wyłącznie w firmie, która - było nie było - dała mu drugie biznesowe życie.

PKO Leasing i podejście do klienta z problemami

W kontekście ludzkiego dramatu, jakim jest postawienie firmy na krawędzi upadku, jeden podpis może mieć wartość niepoliczalną. Podpis osoby decyzyjnej, który może dać klientowi (nawet mającemu wypowiedziane umowy) szansę na uniknięcie nieszczęścia.

Nie każdy na taką szansę zasługuje - to wiadome. Ale nie każdy jest winny temu, że dopadł go kryzys. Wydawałoby się, że niezależnie od genezy długów w firmie leasingowej każdy dłużnik ma prawo do tego, aby osoba decyzyjna pochyliła się nad jego sprawą indywidualnie i na podstawie przekazanych dodatkowych dokumentów uznała, czy warto dać takiemu możliwość wyjścia z patowej sytuacji.

Szczególnie w sytuacjach, gdy dłużnikowi potrzeba kilku zaledwie tygodni, aby odzyskał płynność finansową.

W wielu firmach leasingowych indywidualne podejście pozostaje w sferze marzeń zadłużonego klienta. Działają bezwzględne procedury: najpierw wypowiedzenie umowy, potem niedługi czas na spłatę całości zadłużenia i wreszcie termin zwrotu sprzętu. Błaganie klienta o przyjęcie promesy jest wołaniem na puszczy.

Szczęśliwie dla klientów PKO Leasing - w przypadku poważnego zagrożenia koniecznością zwrotu leasingowanego sprzętu mają oni szansę na ...drugą szansę. Nie zostaną potraktowani jak klienci kilku innych firm, z którymi w analogicznej sytuacji rozmawiałby jedynie wynajęty windykator zewnętrzny bez jakichkolwiek kompetencji decyzyjnych i nastawiony wyłącznie na odbiór sprzętu.

Pan Damian miał wiele szczęścia. Otrzymał swoją szansę na uratowanie się od bankructwa. Tylko dlatego, że zawarł umowę z jedną z nielicznych firm leasingowych mających tzw. "ludzkie podejście" do zadłużonych i patrzącą na swoich klientów jak na ludzi właśnie, a nie - jak wiele innych firm - statystyczny numer z wypowiedzianej umowy.